Witamy na najlepszej stronie z hackami i kodami do gier na androida oraz recenzjami i poradnikami dla aplikacji mobilnych. Wszystkie czity były osobiście przez nas testowane na kilku modelach telefonów i tabletów

Assassin's Creed: Identity (Android) Poradnik

Ubisoft skłamał! Obiecywano nam rok bez Asasynów, a tymczasem - jeśli dobrze liczę - pojawiła się już trzecia gra o bieganiu po gzymsach i skakaniu do wozów z sianem. A choć nieuczciwością się brzydzę, to niech mnie, takie kłamstewko skłonnym wybaczyć.




Po indyjskich i moskiewskich platformówkach (Assassin's Creed Chronicles) przywitajmy brawami Identity, pierwsze mobilne AC niebędące żadną „aplikacją towarzyszącą" ale uczciwą odsłoną serii. W dodatku obtoczoną w rolplejowej panierce! Powitanie winno być o tyle milsze, że gra pozwala nam wrócić do renesansowej Florencji, gdzie podejmujemy kilka wątków i spotykamy parę postaci, jakie mignęły podczas trylogii Ezio. Bez obaw jednak - to wciąż mobilka, stąd o scenariuszu szybko zapomnicie. Z kronikarskiego obowiązku: przez dwie godziny staramy się pokrzyżować plany niejakim Krukom, za kapturzonym wychowankom Cesarego Borgii, co jest bardzo istotne, gdyż coś tam.



Identity to Asasyn uczciwy, acz szczuplutki. Rozgrywka toczy się w wolniejszym tempie, zamiast filmowych podskoków i zwrotów dostaliśmy prostą szermierkę (inna rzecz, że system walki jest ledwie wystarczający i polega na rozpaczliwym tapowanlu klawisza ataku, okazjonalnie przerywanego nie mniej rozpaczliwym tapowaniem skilli, zależnych zresztą od obranej profesji). Zamiast otwartego świata mamy tu zlepek (w pewnym stopniu nieliniowych, przyznaję) misji w rodzaju„eskortuj tego czy tego tu I tam" po czym„zabij zukrycia siamtego i owamtego, nie dając się wykryć strażnikom". Obok kampanii funkcjonują również króciutkie „kontrakty", w ramach których odnajdujemy skrzynie i szlachtujemy, co zaszlachtować się da. Zakontraktować się zresztą warto, bo też w podzięce za bój, za trud, tytuł nagradza nas do datkowym doświadczeniem i wyposażeniem.



Choć to niewiarygodne, sterowanie nie skłania do odcięcia sobie dłoni i przestania ich Pocztą Polską własnej matce. Lewym kciukiem manipulujemy postacią, za którą dyskretnie podąża kamera, którą da się pomajtać z pomocą kciuka prawego. Cieszy, że gra wcale nie dyskretnie podpowiada nam, gdzie też powinniśmy się wspiąć i że oprawa - choć oczywiście gorsza nawet niż w„jedynce” i choć zdarzają jej się brzydkie spadki płynności -stanowi mobilny cremede la creme. Usta w podkówkę wygina natomiast muzyka (niestety, absolutnie bezpłciowa i nijak niepotrafiąca się wybić pierwszy plan).


Ale zaraz... „Profesje"? „Skille"? „Doświadczenie”?  Widzicie, przyjaciele, tożsamość Identity!) zawiera się nie w settingu i nie w klasycznych mechanizmach (eagle vision, ucieczki do wozów z sianem), ale w wyraźnie zarysowanym komponencie rolplejowym. Asasyn nie zmienia się magicznie we Wrota Baldura, ale nasi podopieczni legitymują się jedną z czterech specjalizacji (berserker świetnie radzi sobie w szermierce, shadowblade robi najlepszy użytek z broni dystansowej) i kilkoma umiejętnościami ofensywnymi w rodzaju ogłuszenia. Warto też rozwijać Ich statystyki o wyposażenie i pobawić się (prościutkim.fakt) craftlngiem.


Wyprodukowałem o Identity całkiem sporo linijek, ale chyba nie czujecie, by mieszkał w nich nadmierny entuzjazm. Mobilny Asasyn jest ze wszech miar przyzwoity, choć nie ma w nim dość zabawy, by stał się czymś więcej poza ciekawostką na kilka godzin. Za niespełna 30 złotych dostajemy tytuł, który uczciwie adaptuje „duże" odsłony na mobilne poletko i który - choć istnieje możliwość, by przepędzić w nim pięciokrotność ceny na mikrotransakcje - wcale nie chce gracza okradać. W dodatku dzięki niemal dwuletnim testom, jakich podjęli się gracze w Australii i Nowej Zelandii, babolki zdarzają się równie rzadko jak faktycznie odkrywcza część Assassin's Creeda.

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More