Witamy na najlepszej stronie z hackami i kodami do gier na androida oraz recenzjami i poradnikami dla aplikacji mobilnych. Wszystkie czity były osobiście przez nas testowane na kilku modelach telefonów i tabletów

N.O.V.A. 3: Freedom Edition. Kody / Czity / Poradnik

 Pracę nad nowym hackiem trwają :)
Najnowszy hack wyjdzie - pod koniec tygodnia.  
Proszę o cierpliwość. Producent gry wprowadził nowe poprawki. Więc i my musimy je wprowadzić :)

W tym obszernym artykule zamieściliśmy dobry poradnik oraz kody do gry N.O.V.A. 3: Freedom Edition na Androida.  Ponad dziesięć procent użytkowników Androida pobrało pierwszą cześć N.O.V.A , co daje okrągłą liczbę trzech milionów  egzemplarzy. To coś, o czym inni wydawcy mogą tylko pomarzyć . Oczekiwania wobec N.O.V.A. 3: Freedom Edition podsycane zarówno przez Bungie, Gameloft, jak i te pięć milionów fanów były ogromne. Przeogromne. Za wysokie. Nikt nie byłyby w stanie im sprostać, nawet wspierana przez miliony  jedna z najzdolniejszych ekip developerskich w branży. Zapomnijmy na chwilę o tym wszystkim. N.O.V.A. 3: Freedom Edition nie rewolucjonizuje elektronicznej rozrywki. Nie wyznacza nowego kierunku w branży gier video. Nie jest perfekcyjne, a drugie nadejście Master Chiefa nie jest równoznaczne z powtórnym pojawieniem się Mesjasza. N.O.V.A. 3: Freedom Edition to po prostu kawał rewelacyjnego shootera fpp, kapitalna jazda bez trzymanki przez piętnaście leveli kampanii, a potem w multiplayerze.



N.O.V.A. 2 było kapitalne, N.O.V.A. 3: Freedom Edition kody jest jeszcze lepsze - to nie ulega wątpliwości. Ale zaprawdę, nie mogło być inaczej. Przecież to flagowa gra Gameloftu na Androida, bo Bungie jest jednym z wewnętrznych zespołów developerskich . Napisałem: flagowa gra Gameloftu i chciałbym zatrzymać się na sekundę przy tym stwierdzeniu. My z racji wciąż niewielkiej (w stosunku do reszty świata) liczby telefonów z Androidem  nie widzimy tego, co dane jest obserwować naszym zachodnim sąsiadom, a przede wszystkim Amerykanom.N.O.V.A. 3: Freedom Edition czity  to gigantyczne przedsięwzięcie marketingowe.



Co zatem dostajemy pobierając tą grę? Kontynuację doskonałego shootera fpp w klimacie science-fiction, która w oczywisty sposób bazuje na pierwszej, niezwykle udanej części i wcale tak bardzo się od niej nie różni. Oczywiście N.O.V.A. 3: Freedom Edition kody  jest o wiele ładniejsze, rozmach leveli jest znacznie większy, ma kilka ciekawych dodatków, zostało miejscami rozbudowane, lepiej zaplanowane i wykonane. Oferuje także jedno z najbardziej rozbudowanych i kompletnych doświadczeń online w postaci obsługi Live!, ale jeśli komuś z jakiegoś powodu nie podobała się pierwsza część; odrzucał go design świata, czy nie przypadła mu do gustu fabuła, N.O.V.A. 3: Freedom Edition czity ma niewielkie szanse na zmianę tego stanu. Choć moim zdaniem warto mimo wszystko jeszcze raz spróbować.



W trybie kampanii dla samotnego gracza (bądź dwóch graczy, jeśli zdecydujecie się na kooperację, dostępną na podzielonym ekranie i tylko na nim) czeka piętnaście misji bojowych. To jest gra walki, praktycznie nie ma zatem łażenia po levelach w poszukiwaniu wajch do przełączenia czy kluczy do drzwi, choć naturalnie w kilku miejscach trzeba gdzieś podejść i coś nacisnąć. Nie ma co doszukiwać się specjalnej głębi; podstawowym zadaniem jest wyrzynka wszystkiego, co nadbiega z przeciwnej strony i nieustanne parcie do przodu. Trudno się zgubić i będę szczerze zdziwiony, jeśli ktoś dokona tej sztuki. Bungie udało się dokonać rzeczy praktycznie niemożliwej - do samego końca utrzymać w tajemnicy jakiekolwiek szczegóły dotyczące trybu dla pojedynczego gracza. Rzecz w dobie internetu zdaje się niemożliwa, a jednak... Scenariusz jest naprawdę wkręcający i dobrze przemyślany, a sporo przyjemności płynie z oglądania renderowanych w czasie rzeczywistym scenek i analizowania na bieżąco nieco zagmatwanej famebuły. Ktoś tam w Bungie, niczym Geroge Lucas, wymyślił obszerną mitologię, rys historyczny, a nawet tak pozornie nieistotne szczegóły, jak strukturę społeczeństwa Covenantów i dzielące ich idee, dzięki czemu całość sprawia wrażenie spójności i wciąga. Wracając do fabuły: chyba spodziewacie się, dlaczego Bungie trzymało ją w tajemnicy. Oczywiście jest klasyczny „twist”, czyli wielki przewrót akcji, nagły zwrot.... Naturalnie nie zdradzę go w tym tekście, ale mogę nieco skrytykować, używając ostrożnych słów. A ciężko to zrobić, nie spoilując. Może tak: nie do końca mi się podoba, można było to COŚ bardziej rozwinąć i to (obok zakończenia, które niejeden gracz potraktuje jak obelgę) jest jedna z dwóch rzeczy, z której nie jestem w stu procentach zadowolony w N.O.V.A. 3: Freedom Edition.kody Mimo to, jeśli kochałeś i wyznawałeś N.O.V.A. 2 , z N.O.V.A. 3: Freedom Edition  przeżyjesz spełnienie, a niektóre momenty (nawet te z renderowanych filmów) zapamiętasz do końca życia. Ach, jedna ważna sprawa. Blisko dziesięciominutowe demo z zeszłorocznego E3 pokazujące poziom z walkami w Nowej Mombassie... to tylko demo. Nie ma tego we właściwej grze, choć Nowa Mombassa oczywiście jest, ale kompletnie przemodelowana.



Pierwsze N.O.V.A. 3: Freedom Edition czity można krytykować za design niektórych poziomów; często powtarzające się sekwencje korytarzy prowadzące do pomieszczeń i kolejnych korytarzy... Jakby wydłużających nieco na silę grę. Bungie niestety nie posłuchało graczy i ich żali kierowanych właśnie w tę stronę. W N.O.V.A. 3: Freedom Edition trafiają się sekcje, które można określić mianem dłużyzn. Są monotonne, nie dzieje się na nich nic ciekawego, są miejscami brzydsze od innych. Nie dają spodziewanego kopa, niestety. Wprawdzie możecie być pewni, że za chwilę pojawi się coś, co znowu przyspieszy bicie serca i spowoduje okrzyki radości, to jednak pewien niesmak pozostaje. I to jest właśnie druga rzecz, która nie do końca dla mnie zagrała. Szkoda, bo niektóre levele są tak dobre, że przy ich przechodzeniu przeżyłem coś na kształt uniesienia religijnego i chciałem, żeby trwało to przez cały czas. Zmiany i nowości, nowości i zmiany... Hm. Wcale nie ma ich tak dużo, jak niektórzy mogą się spodziewać. Może inaczej: oczywiście są, ale nie wnoszą na tyle nowego, by jakoś drastycznie zmieniać rozgrywkę. Zacznę od możliwości dzierżenia dwóch broni jednocześnie - dual wielding. Co mogę dodać... Tak, można trzymać dwa pistolety jednocześnie i w tym samym czasie naparzać z nich używając obu triggerów. Jasne, z pewnością znajdą się fanatycy opracowujący najbardziej fachowe kombinacje Needlera z pistoletem plazmowym i piszący rozprawki na temat strategicznego zastosowania broni na specyficznych gatunkach występujących w grze, ale samo dzierżenie dwóch spluw nie wnosi wiele do zabawy, przynajmniej w kampanii. Ot, można mocniej przywalić - to tyle. Oczywiście druga ręka jest zajęta i nie da się ciskać granatami, a cięższa broń i karabiny wymagają obu rąk. Drugą nowością jest możliwość przejęcia pojazdu prowadzonego przez przeciwnika - wystarczy w odpowiednim momencie wdusić przycisk.



W przypadku lekkich pojazdów pokroju Ghosta jego kierowca po prostu wylatuje ze swojego miejsca, podczas gdy przy ciężkim czołgu można wyrzucić kierowcę, bądź wcisnąć mu do środka granat. Przyjemna i przydatna rzecz, ale z pewnością więcej radości daje w multiplayerze niż w kampanii. Jest też kilka nowych rodzajów przeciwników, w tym latający, a także pojawiają się nieznane wcześniej oddziały specjalnie Ziemian. Flood też jest, naturalnie. Nie mogło zabraknąć pojazdów. Kierowanie nimi jest niezwykle przyjemne i nie tylko dlatego, że to jedne z najlepiej opracowanych maszyn do siania destrukcji w grach video, ale ich fizyka, podobnie zresztą jak całego świata, jest cudownie oddana. Covenanci w dalszym ciągu mają mały, zwrotny poduszkowiec Ghost i latające cudeńko Banshee ż nowymi możliwościami manewrów powietrznych, ale także i nieco cięższą artylerię w postaci Spectre (odpowiedź brzydali na naszego Warthoga), Wraitha (czołg z moździerzem) czy Shadowa, którego niestety nie można prowadzić. Ludzie mają na składzie dwie wersje Warthoga (który może teraz powerslide’ować, hehe) - jedna z karabinem maszynowym, a druga z wielkim działem oraz miłość życia wielu fanów N.O.V.A. 3: Freedom Edition, cudo ziemskiej inżynierii wojennej, czołg Scorpion. Jest przynajmniej jeden moment, podczas którego autentycznie czuje się dumę kierując tą maszyną. Oczywiście jeśli gracz zdecyduje się powadzić pojazd, a sprzymierzeńcy są w pobliżu, automatycznie obsiądą go i zabiorą się na przykład za strzelanie z działa, dając tym samym wsparcie. Nowością jest fakt, że teraz Al komandosów pozwala im na kierowanie pojazdami... Fakt - nie robią tego najlepiej, ale jeśli ktoś ma ochotę postrzelać z działa, podczas gdy konsola poprowadzi dajmy na to Warthoga, to może to zrobić Pojazdy pojazdami, ale siłą N.O.V.A. 3: Freedom Edition jest właśnie walka, słynne Combat Evolved. Tu nie ma dwóch takich samych potyczek, a to dzięki zawansowanemu Al przeciwników. W miejscówkach bronionych przez Covenantow, a jedyną możliwością przebicia się do przodu jest wyrżnięcie wszystkich, ich Al po prostu lśni i daje brutalny wycisk naszemu bohaterowi. Przeciwnicy próbują okrążać, odskakują od granatów, są celni i zachowują się, jakby planowali ataki. Jest niezwykle intensywnie, aż wgniata w fotel. Szczególnie w momentach, w których przy boku gracza pojawiają się konsolowi pomocnicy - potrafią solidnie przysunąć wrogowi; normalnie przed oczami gracza trwa wojna. Nieco gorzej sprawa ma się z otwartymi terenami; na niższych poziomach trudności (w tym na Normal) przeciwnicy pozwalają się wycofać i odnowić energię, czasami stoją sobie w miejscu zamiast napierać. Ale to drobiazg przy reszcie ich umiejętności. Potrafią prowadzić pojazdy, organizują się i naprawdę stawiają opór.



Kilka słów o uzbrojeniu. Oczywiście amunicja kończy się szybko i trzeba korzystać z broni zabitych przeciwników. Największe wrażenie zrobił na mnie Energy Sword, czyli miecz świetlny, którym z taką ochotą posługiwali się w N.O.V.A. 3: Freedom Edition wyposażeni w termooptyczne kamuflaże Elici. Teraz można nim pomachać i dosłownie rozpruć na strzępy wrogów - nie ma lepszej broni podczas walki na krótki dystans. Covenanckie Plasma Rifle, Plasma Pistol i Needier są tak samo żałosne, jak były, za to nieźle prezentuje się strzykający jasnozielonym blobem mauzer Carbine. Z kolei fajne jest potężne Particle Beam; idealne do snajpowania i powalające po headshode mniej potężnych nieprzyjaciół. Przyjemne są także wyrzutnia granatów i coś na kształt lasera, ale ciężko o amunicję do nich. Sprzęt Ziemian to strzelający burstami podstawowy Combat Rifle, okrojony nieco pistolet, niezwykle użyteczny na bliską odległość shotgun, snajperka, wyrzutnia rakiet i lekki pistolet maszynowy SMG. Są granaty, tradycyjnie też można obsługiwać ciężkie karabiny maszynowe znajdujące się na poziomach. Aha - nie ma paska energii, jest tylko odnawiający się pancerz, zaś skoki są dłuższe.



Bungie nie zapomniało o podstawowej rzeczy: ludzie są wzrokowcami i oczekują, co zrozumiałe, że nowsze gry będą wyglądać lepiej, niż poprzednie. Przedstawienie całości w formie niejako interaktywnego filmu, z fabułą, która odgrywa przecież bardzo ważną rolę wyszło im znakomicie - obecna konsolowa technologia nie jest w stanie więcej wycisnąć, a przynajmniej ja sobie tego nie wyobrażam. N.O.V.A. 3: Freedom Edition to techniczne mistrzostwo świata. Co siedzi w Xpudle? Jakieś Pentium III 733 z 64 megabajtami pamięci i kartą graficzną Geforce 3. To, jak wygląda N.O.V.A. 3: Freedom Edition  na Xboksie jest gigantycznym policzkiem wymierzonym przez Bungie ogromowi pecetowych developerów. Policzkiem w stronę ich lenistwa, programowania w oparciu o coraz potężniejsze karty graficzne, zmuszania graczy do nieustannego rozbudowywania sprzętu, ładowania nowych procesorów i większej ilości pamięci. Jak doskonałe widać na przykładzie N.O.V.A. 3: Freedom Edition , przy odpowiedniej determinacji (i wsparciu jednej z najbogatszych firm świata, ale to już inna para kaloszy) można dokonać niemożliwego. Oczywiście wprawne oko dostrzeże i w N.O.V.A. 3: Freedom Edition  pewne ograniczenia i uproszczenia, ale każdy, nawet i największy sceptyk będzie przynajmniej zadowolony. Ta gra pokazuje także różnice w możliwościach konsol i jeśli ktoś miał jeszcze jakieś złudzenia co do mocy Androida, to gra Bungie z przyjemnością mu je rozwieje.



Tak, N.O.V.A. 3: Freedom Edition wygląda nieprawdopodobnie. Razem z The Chronicles of Riddick: Escape From Butcher Bay to dwie najbardziej dopasione graficznie pozycje na konsole nowej generacji. Mają też wspólną cechę - technologię normal mapping. W dużym uproszczeniu chodzi o to że obiekty przez zastosowanie odpowiednich tekstur wyglądają po prostu nieziemsko, a mimo to nie są jakoś specjalnie szczegółowe i przez to nie obciążają potwornie procesorów. Dzięki temu możliwe jest kreowanie wokół bogatego w szczegóły świata. Postacie robią oszałamiające wrażenie (ale raczej podczas gry; w przerywnikach, na zbliżeniach nie wyglądają już tak kozacko), podobnie zresztą jak cały świat otaczający bohatera. Dynamiczne oświetlenie, wybuchy, iskry, architektura, nawet najdrobniejsze efekty świetlne - wszystko dopracowano niemal do perfekcji. Stojąc z boku i obserwując już na spokojnie ten techniczny majstersztyk można też dostrzec ile pracy zostało włożone w zaprojektowanie świata. Co prawda na siłę można się przyczepić do ładowania tekstur w locie (przez co niektóre „zaskakują" tuż przed nosem bohatera) i do spowolnień w scenkach przerywnikowych, ale to naprawdę drobiazg przy całej tej gigantycznej, niemal perfekcyjnej maszynie. Podczas właściwej wyrzynki gra trzyma 30 klatek na sekundę i jeśli zdarzyły się jakieś chrupnięcia, to moje oko nie zaobserwowało ich.



Ścieżka dźwiękowa N.O.V.A. 3: Freedom Edition to jedna z moich ulubionych płyt; zarówno motyw chórków jak i główna linia melodyczna obecna w grze nigdy nie wyjdą mi z głowy. Martin O’Donnell i Michael Salvatori, autorzy soundtracku do N.O.V.A. 3: Freedom Edition doskonale zdawali sobie sprawę z chwytliwości tych kawałków i znacznie je teraz rozbudowali, przemiksowali, rozciągnęli i dorzucili nowe, idealnie komponujące się z klimatem utwory. Powiem krótko: muzyka w N.O.V.A. 3: Freedom Edition  rozwaliła mnie na kawałki. I niczego innego się nie spodziewałem. Pal licho, że nie przepadam za gitarowymi solówkami, ale widok MC’iego pędzącego Wart- hogiem z Marines przez cudowną, zieloną dolinę w akompaniamencie solówki na gitarze niejakiego pana Steve’a Vaia odgrywającego z pasją główny motyw to coś przewspaniafego; aż chce się krzyknąć w stronę nieprzyjaciół: „chodźcie, śmieciarze, wróciłem!”. I przytrzymać spust przez dłuższą chwilę. Podobnie jak niepokojąca i pełna suspensu muzyka w scenie, w której bohater zbliża się do kolejnych drzwi, bądź penetruje ciemne piwnice... Czy epickie i powalające rozmachem melodie podczas kluczowych scen fabularnych. Genialna sprawa. Muzyka muzyką, ale ile pary poszło w efekty dźwiękowe i głosy postaci! Cudowne są te ich deko przekolory- zowane głosy i choć komuś może na początku przeszkadzać fakt, że Covenanci mówią doskonale po angielsku, to nie ma szans, by nie wykręcił się po kilku minutach. Jak poprzednio, marines wymieniają miedzy sobą uwagi, dodają sobie otuchy, pokrzykują, witają naszego dzielnego Spartanina z szacunkiem i niekłamaną radością. Efekty strzałów, wybuchy, a nawet zgrzytanie metalu o kamień, gdy Banshee zahaczy o jakąś skałę są doskonałe. Rewelacyjne pozycjonowanie dźwięku w systemie Dolby Digital 5.1 zamyka kwestię oprawy audio



Jeśli rozpoczniecie grę na poziomie Normal, piętnaście leveli pęknie w dwanaście godzin. Jak się okazuje, ten poziom trudności jest zdecydowanie łatwiejszy niż w pierwszej części. O Easy w ogóle nie wspominam, bo nikt nie powinien do niego podchodzić - nie zasmakuje ani elementu niepewności, ani nie ujrzy zaawansowanego Al przeciwników w akcji. Warto zacząć grę na poziomie Heroic; tutaj naprawdę robi się ciekawie, trzeba nieco planować działania, a i Covenanci wykazują się jakby bardziej. Może to przedłużyć czas zabawy do kilkunastu godzin. Pozostał jeszcze Legendary; supertrudna zabawka dla hardcore’owcow. Co po ukończeniu gry? Wiadomo - trzeba wycisnąć jeszcze więcej; zwłaszcza, że od N.O.V.A. 3: Freedom Edition kody  po prostu nie można się oderwać. Sugeruję zagrać jeszcze raz... A potem zaprosić kumpla, podpiąć drugi joypad i odpalić kampanię po raz trzeci - tyle, że w kooperacji, na podzielonym ekranie. A potem powyrzynać się w przeróżnych wariacjach deatchmatchy; to kolejny pięknie dopracowany aspekt N.O.V.A. 3: Freedom Edition czity . Oczywiście można bawić się we cztery osoby na podzielonym ekranie łub łączyć ze sobą telefony z androidem przy pomocy System Linka. A także podłączyć się do Live!, o czym w stosownej ramce. Można też grać przez Live! we dwie, Wykorzystuje: Dolby Digital 5.1, System Link, Live! trzy lub cztery osoby na jednym Xboksie! Multiplayerowy aspekt N.O.V.A. 3: Freedom Edition kody  to rzecz, której nie da się kompletnie poznać w jeden czy dwa dni; możecie być pewni, że dokładnie sprawdzimy go przez najbliższy miesiąc, dzieląc się wrażeniami w kolejnym numerze N + . Ale mam jedno retoryczne pytanie do Bungie: dlaczego nie ma botów? Nie każdy gracz ma Live!, a przyjemnie byłoby postrzelać sobie na luzie przez te kilka minut dziennie. Al przeciwników w grze jest na tyle dobre, że nie musieli się o nie martwić. I raczej nie dowiemy się czy odpowiedź brzmi: „bo taki mieliśmy przykaz...”

A zatem, N.O.V.A. 3: Freedom Edition . Rewelacyjnie przygotowany pakiet rozrywkowy. Kapitalna oprawa graficzna i dźwiękowa, zaskakująca fabuła, doskonała opcja gry w sieci dla posiadaczy Androida! (i spójrzmy prawdzie w oczy - to jedna z najważniejszych rzeczy w H2, której niewiele osób w Polsce będzie w stanie zakosztować). Kilka nowości w stosunku do pierwowzoru, nieco szlifu, trzymająca w napięciu kampania dla pojedynczego gracza z wkradającą się, niestety, monotonią na niektórych poziomach. Ale olać to wszystko; to najlepsza gra na Xboxa. Master Chief powrócił, by skopać kilka chudych, covenanckich tyłków żując przy tym gumę.

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More