Witamy na najlepszej stronie z hackami i kodami do gier na androida oraz recenzjami i poradnikami dla aplikacji mobilnych. Wszystkie czity były osobiście przez nas testowane na kilku modelach telefonów i tabletów

Blitz Bridge - Online FPS fun. Kody i czity na Android

 Pracę nad nowym hackiem trwają :)
Najnowszy hack wyjdzie - pod koniec tygodnia.  
Proszę o cierpliwość. Producent gry wprowadził nowe poprawki. Więc i my musimy je wprowadzić :)

Że niby niehonorowo? A od kiedy czity lub kody do gier bywają honorowe? Muszę przyznać, że jestem kompletnie zaskoczony kierunkiem, jaki obrało Blitz Bridge. Po pierwszym fps’ie firmowanym po części przez Sony (bo Gueriilasów mają już na wyłączność, a programiści ze SCEA pomagali optymalizować kod) spodziewałbym się jakiejś lajtowej, przyjemnej i niezbyt wymagającej rozwałki. Fakt - jest i taka, ale tylko wtedy, gdy wybierzecie poziom Easy. A nie o to przecież chodzi. Standardowy poziom trudności Normal jest zwyczajnie hardcore’owy. I jeśli nawet nie poczujecie tego po dwóch czy trzech pierwszych levelach, z pewnością później nie raz głośno przeklniecie Helghastów i ich matki. A to dlatego, że na początku będziecie próbowali grać w Blitz Bridge kody tak, jak w każdego innego fps'a. Do tej pory większość strzelanin fpp stawiało gracza w roli potężnie dopakowanego bohatera, zdolnego do przebicia się przez hordy przeciwników z nieustannie ciśniętym spustem. Co z tego, że wrogowie odgryzali się prowadząc ogień - i tak nie mieli większych szans w starciu z superherosem ściskającym w łapach gigantyczną fuzję. Blitz Bridge czity diametralnie zmienia podejście do takiej zabawy oferując konkretną namiastkę tego, czym może być prawdziwa walka z użyciem broni palnej.



Z pewnością jesteście przyzwyczajeni do parcia przed siebie z podniesioną głową i dumnym okrzykiem na ustach. Coś takiego w Blitz Bridge - Online FPS fun jest po prostu nie do pomyślenia; w większości misji trzeba mieć oczy wokół głowy, nie wychylać się spoza osłony bez powodu, a na widok zbliżających się dwóch czy trzech nieprzyjaciół lepiej jak najszybciej schować wystawiony łeb i przeładować broń w oczekiwaniu na dogodny moment do ataku. Tylko nie pomyślcie, że z Blitz Bridge kody robi się Rainbow Six. O nie, nasz bohater kilka strzałów wytrzyma, a co ważniejsze - energia odnawia mu się, gdy spokojnie chwilę odczeka, choć ale nie wraca do pełnego poziomu. Jedno warto mieć na uwadze: gra raczej nie oszukuje. Wysoki poziom trudności jest zaplanowany przez autorów i ma przeciwdziałać właśnie parciu na Ramboida, a skupieniu się na odpowiednim podejściu do walk. Bo przecież nasza ekipa to nie cyborgi-mordercy, a grupka zwykłych (no, może nie tak do końca) żołnierzy.



Głównym bohaterem gry jest Jan Templar, komandos i postać zbalansowana na tyle, że jest dobra do wszystkiego. Po jakimś czasie dołącza do niego niejaka Luger, o randze Shadow Marshall, po naszemu - zabójca. Nieco później pojawiają się ciężkozbrojny afroamerykanin Rico (jeśli pamiętacie naszą zapowiedź z kwietnia, początkowo miał to być Choyan, azjata) oraz pułkownik Hakha. Autorzy zdecydowali się obdarzyć bohaterów specyficznym umiejętnościami i uzbrojeniem. Na przykład: Templar jest postacią, która nieźle radzi sobie z każdą bronią, może wchodzić po drabinkach (na co Rico z ważącym pół tony gunem najwyraźniej jest za ciężki), ale nie wciśnie się do kanału wentylacyjnego, do którego idealnie pasuje Luger. Ta z kolei ma na podstawowym wyposażeniu zmyślny karabinek z tłumikiem, z którego jeden strzał w głowę kończy się śmiercią nieprzyjaciela. Ma także nóż, którym załatwia wrogów po cichu. Dla odmiany Hakhl nie wykrywają alarmy wroga, potrafi także wyłączać czujniki i bariery.



Zatem: czy Blitz Bridge czity można ukończyć kilka razy, bawiąc się za każdym podejściem tak samo dobrze? Zaryzykowałbym stwierdzenie, że tak. Umiejętności i uzbrojenie bohaterów wprowadzają do zabawy sporo zróżnicowania, także przez różne zadania podczas misji. Na przykład w jednej ze scen gracz kierując Luger ma za zadanie wślizgnąć się po cichu do obozu wroga, założyć ładunki wybuchowe na wyrzutniach rakiet i otworzyć bramę dla reszty ekipy. Chyba nie muszę dodawać, że to pozornie proste zadanie wcale nie okazuje



 Innym razem Templar osłania ze snajperką w garści przekradającą się Luger, lub jak wolicie, odwrotnie - Luger przekrada się, podczas gdy Templar ma za zadanie osłanianie jej przy pomocy karabinu snajperskiego. Hakha i Rico także mają swoje zadania. Można więc spokojnie zagrać raz albo dwa razy inną postacią. Postacie są nieźle nakreślone (może poza Rico, od którego bije stereotypami, ale w sumie nie szkodzi) i zostały dobrze dopasowane do scenariusza, którego naturalnie nie zdradzę. Może poza „rysem historycznym1, który przedstawiony jest w świetnie wyrenderowanym intro: oto przywódca Helghastów, Scular Visari (będący skrzyżowaniem Mussoliniego z senatorem Palpatine, świetne!), wygłasza płomienną przemowę do zgromadzonych u jego stóp oddziałów, która w dużym uproszczeniu brzmi: „Do ataku!". Tymczasem na jednej z ziemskich kolonii o nazwie Vecta już trwają walki; oddziały wierne Ziemi (ISA) wycofują się przed przeważającymi siłami nieprzyjaciela oczekując posiłków, a dzielny Jan Templar otrzymuje z rąk siwego generała ostatnie zadanie do wykonania... Będzie niełatwo, priorytety zdążą się zmienić, a pozornie niewykonalna misja może się jednak udać.



Podczas walki postacie starają się wspierać gracza - potrafią ustrzelić nieprzyjaciela, zapewniają jako takie krycie pleców, ale nie wychylają się ponad to. To gracz zawsze gra główne skrzypce i to on musi iść w pierwszym szeregu. Fakt, niejednokrotnie mając tylko pistolet kląłem ich w żywy kamień za lenistwo i teksty w stylu „you go first”, ale cóż - najwyraźniej nie każdy chce ginąć za ojczyznę.



Przed naszymi zuchami jedenaście misji bojowych, każda podzielona na trzy bądź cztery mniejsze sekcje. Mniejsze nie znaczy małe - gra jest obszerna i wiele razy zdziwiłem się patrząc na zegarek po ukończeniu misji. Powiem tak: piętnaście godzin to absolutne minimum dla poziomu trudności Normal. W rzeczywistości przebicie się przez Blitz Bridge - Online FPS fun jedną postacią zabrało mi nieco więcej czasu. Czekająca na wykonanie misja prowadzi bohaterów przez atakowany sztab sił ISA, zrujnowane centrum handlowe, bazy Helghastów, slumsy, doki i port, park miejski, bagna i moczary, góry, dżunglę, olbrzymie instalacje i platformy. W każdym razie na brak zróżnicowania pod względem wyglądu raczej nie można narzekać, bo po pierwsze, każdy poziom wygląda inaczej, a po drugie - każdy wymaga nieco innego podejścia



Poziomy są kompletnie liniowe. Druga dostępna ścieżka pojawia się w momencie, gdy gracz wybierze inną postać, a to też nie zawsze. Co to oznacza w praktyce? To, że metoda przejścia przez level ograniczona jest praktycznie do jedynej, przewidzianej przez autorów drogi. W dobie gier pozwalających na coraz większą swobodę takie ograniczenie może być rozpatrywane jako minus, ale w większości poziomów nie można tego odczuć. Na Blitz Bridge kody de facto składa się ogromna liczba mniej lub bardziej długich walk. Może być tak, że wbijając się do pomieszczenia wykończysz trzech Helghastów w kilka sekund. Ale bitwa, w której wymiana ognia między plutonami walczących (a tak, często pojawiają się przy naszym boku żołnierze ISA) na rozległym terenie trwa ładnych kilka minut również nie należy do rzadkości, a nawet zdecydowanie przeważa. Nie ma za bardzo czasu na zastanawianie się nad dalszą drogą - jest przejście, to trzeba napierać. O ile takie rozwiązanie w levelach ograniczonych ścianami (zrujnowane centrum handowe, na przykład) zupełnie mi nie przeszkadzało, bo przez cały czas jest przed kim się kryć i do kogo pruć z karabinu, to jednak na otwartym terenie może nieco drażnić. Mi przeszkadzało tylko podczas łażenia i zapominałem o tym w sekundę po rozpoczęciu kolejnej potyczki.. Ale zdaję sobie sprawę, że z pewnością są osoby, którym takie rozwiązanie nie będzie do końca odpowiadać. Natomiast potężnym ograniczeniem jest brak skoku. Wprawdzie taki Templar może w odpowiednich miejscach przeskoczyć na przykład przez barykadę, ale tylko wtedy, gdy na ekranie pojawi się odpowiednia ikonka. Szkoda, choć da się bez tego żyć, a poza tym w innych grach skaczący bez przerwy goście w multiplayerze wyglądają po prostu idiotycznie. Przydałaby się także możliwość wychylania się zza winkla; choćby delikatnego. Ale i bez tego idzie wytrzymać.



Jedenaście leveli umieszczono zarówno na terenie ograniczonym ścianami, jak i otwartym. I o ile nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do poziomów, że tak to ujmę miejskich, to na otwartym terenie jest miejscami nieco gorzej. Po prostu nie dorównują im pod względem wizualnym i bardziej widać ograniczenia silnika gry. Poruszając się korytem rzeki możemy być pewni, że nie wystawimy poza nie nosa; podobnie w dżungli - jest tylko jedna ścieżka przez las i żadnej innej. Gra jest też mocno poskryptowana. Po prostu za kolejnym podejściem już wiadomo, że w tym miejscu nadleci dropship i zrzuci nam kolejną bandę Helghastów, że stąd za chwilę wyskoczą żołnierze nieprzyjaciela, że tutaj umieścili gniazdo CKM-ów i tak dalej. Przyznam jednak, że skryptowanie wydarzeń w grze video nie jest dla mnie żadną wadą. Liczy się element zaskoczenia za pierwszym razem, a na brak tego akurat nie można narzekać. Poza tym, gdy zgodnie ze skryptem w odpowiednim miejscu pojawią się Heighaści, zaczyna pracować ich inteligencja.



Heighaści to niezwykle wymagający przeciwnicy. Ich celność jest niesamowita i z pewnością ma coś wspólnego z faktem, że mają zmodyfikowane mózgi - są pozbawieni uczuć, a tym samym bólu i strachu. Ręka im nie drży w każdym razie. Są też niezwykle liczni, dobrze zorganizowani i działają w zespołach. Warto sobie uświadomić fakt, że w Blitz Bridge czity niewielka ekipa pod wezwaniem gracza stara się przebić przez dobrze ufortyfikowane linie wroga. Licznego wroga. Nieprzyjaciel jest czujny, ma osłonę w postaci licznych bunkrów i baz, obsadził gniazda karabinów maszynowych, dysponuje pojazdami i potężną siłą ognia. Krótko mówiąc: każdy żołnierz z planety Heigan to kawał twardego skurczybyka. Delikatnie z cyborgizowani Helghaści są odziani w zbroje bojowe i hełmy. Przyjmijmy, że z kevlaru, przez co nawet kilka celnych strzałów nie musi wcale dość do celu, jakim w tym przypadku jest ciało. Wiem, że człowiek w kevlarowej zbroi po celnej serii na korpus z kilku metrów raczej padłby z powodu samej siły uderzenia kul, ale to gra video i nie są nam potrzebne aż takie powiązania z prawdziwym światem. Tym bardziej, że akcja ma miejsce w przyszłości, więc z pewnością wymyślono już mocniejsze pancerze. Dwa, trzy strzały w głowę takiego Łysego (helgański typ bez hełmu, ale za to w kozackich okularach) kładą go na ziemię - są więc headshoty. Podobnie ze standardowymi szeregowcami; kilka kulek wycelowanych w hełm daje lepsze rezultaty, niż cała seria na korpus.

Helghaści są też, o dziwo, inteligentni. Przeważnie - o czym za chwilę. Niesamowite jest to, że często starają się działać zespołowo, przez co stanowią jeszcze większe zagrożenie, niż gdyby każdy atakował z osobna. Kapitalna scena: przebijam się przez jakąś halę fabryczną z maszynami. Słyszę z głośników, że Helghaści wysyłają pluton w celu zbadania dziwnych hałasów. Otwierają się drzwi i wybiega ośmiu żołnierzy; czterech zwykłych piechociarzy i dwóch mocarnych łysielców z ciężkimi karabinami w łapach (nazywamy je likwidatorami). Łysi widząc mnie błyskawicznie rzucają komendy; oddział rozprasza się na trzy grupki. Maszynowi wraz z dwoma żołnierzami bronią drzwi chowając się za maszynami, podczas gdy dwie pary żołnierzy ruszają w moją stronę, próbując zajść mnie z boków. Przyklejony plecami do jednej z maszyn szybko obmyślam taktykę - jestem przecież narażony na ogień z trzech stron. I to konkretny ogień, bo gdy łysy rzuci „supression fire!”, to mogę być pewny, że odezwą się przynajmniej cztery karabiny zakazujące mi tym samym wychylanie nosa z kryjówki. Lekko nie będzie. Trwa wojna, a wojsko ma mundury i dlatego Helghaści wyglądają podobnie. Jest oczywiście kilka rodzajów przeciwników; oprócz wspomnianych piechociarzy i Łysych są choćby elitarni komandosi podobni do klonów ze Star Wars, oficerowie, doborowa gwardia w fachowych płaszczach. Oczywiście dysponują różnym uzbrojeniem - pistolety, karabiny, granatniki... Pojawiają się też dropshipy, pojazdy latające, łodzie, czołgi, transportery opancerzone, barki desantowe. Przyjemnie się do nich siecze, bo skorzystać z nich nie można.

Helghaści najlepiej spisują się, gdy bronią przejścia i znajdują się za jakąś osłoną. Nieźle też dają sobie radę na wspomnianych patrolach. Niestety, nie zawsze - i tu wychodzi kolejny problem Blitz Bridge - Online FPS fun. Algorytmy inteligencji Heigan działają doskonale, gdy żołnierze ISA znajdują się w pewnej odległości. Gdy przychodzi do walki twarzą w twarz, bądź na bardzo krótki dystans, czasem panowie zamaskowani dostają małpiego rozumu. Uwaga: czasem. Nie zawsze. Może maski zasłaniają im pole widzenia; może umieją koncentrować uwagę tylko na jednym przeciwniku i akurat nie jest to gracz - tego nie wiem. Faktem jest, że chwilami zachowują się po prostu głupio. Choć z jednej strony zastanawiam się czy nie zapisać tego na plus, bo nie raz płakałem rzewnymi łzami, gdy jeden celny strzał helgańskiego shotguna z odległości metra kazał mi zaczynać level od ostatniego checkpointu. Gdyby spisywali się tak zawsze, KBlitz Bridge kody byłoby grą nie do przejścia. Mimo to cenię Al przeciwników w Blitz Bridge czity. Nie przypominam sobie fpsa, w którym ścierałbym się ze współpracującymi ze sobą nieprzyjaciółmi. I choć ten element nie jest bezbłędny, zdecydowanie jest jednym z plusów gry

Jeśli Helghaści są głównymi bohaterami Blitz Bridge - Online FPS fun, to bronie będą zaraz po nich. Jest tu wszystko, o czym można zamarzyć - od pistoletów, przez lekkie i ciężkie karabiny maszynowe, snajperkę, wyrzutnie granatów, bazooki naprowadzane laserami, specjalny hełm sprowadzający na nieprzyjaciół ogień artyleryjski, a nawet stacjonarne helgańskie sprzęty masowej destrukcji - ckmy i działka przeciwlotnicze. Każda postać może nieść trzy bronie jednocześnie i na podstawowym wyposażeniu ma inne spluwki. Templar na przykład ma pistolet i standardowy karabin ISA z zamontowanym granatnikiem (klasyka - taki, jakie mieli Space Marines w Aliensach), z kolei Luger - nóż i mały, bardzo celny karabinek strzelający krótkimi seriami. Broń leży sobie na przykład koło martwych żołnierzy ISA, lub w innych wyznaczonych miejscach. Świetnie też, że można podnosić upuszczony przez Helghastów sprzęt - ich karabiny czy granatniki uratują Wam nieraz życie, bo nierozważne dysponowanie amunicją może skończyć się niemiłą niespodzianką. Fantastycznie jest też dosiąść się do helgańskich dział, ich siła i kaliber potrafi zerwać kask. I nie mówię tu o sobie, ale o wrogich żołnierzach. Niemal każda broń ma dwa tryby strzelania - spusty umieszczono pod przyciskami R1 i R2 (choć sterowanie jest w pełni konfigurowalne). Dla Rico jest to na przykład seria z vulcana, bądź rakieta. Z kolei podstawowy karabin Helghastów ma dołączony shotgun. Fajna rzecz. Chciałbym, aby odkrywanie i używanie choć niektórych broni okazało się dla Was niespodzianką, nie będę zatem rozpisywał się o każdej z osobna. Po prostu niezwykle przyjemnie jest dorwać kolejną fuzję, wycelować i zobaczyć odpowiedni efekt samemu. Kwestia niewielkiej siły ognia broni maszynowej naszych zuchów i ogromnej wytrzymałości żołnierzy z Heigan jest bardzo prosta. Po pierwsze karabiny maszynowe w Blitz Bridge kody mają olbrzymi rozrzut i wywalenie catego magazynka we wroga z odległości kilkunastu metrów wcale nie musi przynieść oczekiwanych rezultatów. Zwłaszcza, że po każdym strzale spluwa w łapach bohatera nieznacznie się trzęsie, a luła podskakuje do góry. Zróbcie eksperyment (w grze, naturalnie) - stańcie tak na oko z dziesięć metrów od ściany i po prostu przytrzymajcie spust celując z broni Helghastów, a obejrzycie, jaki ma rozrzut. Poza tym każda broń ma swoje plusy i minusy. Radą na to jest strzelanie krótkimi seriami; podejrzyjcie, jak robią to Helghaści. Zresztą gra ma świetną detekcję kolizji, jeśli chodzi o prowadzenie ognia i prowadzi statystyki celnych strzałów (także he- adshotów), które można podziwiać po ukończeniu każdej sekcji. Wynik na poziomie 30 procent celnych strzałów to już dobra rzecz; coś zbliżonego do 40 - gracz ma sokole oko.

Widzicie screenshoiy i wiecie mniej więcej, jak wygląda Blitz Bridge czity. Jest to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych pozycji na Playstation 2 i w ogóle konsole nowej generacji. Klimat i design jest po prostu rewelacyjny - wojna przyszłości prowadzona przy pomocy karabinów maszynowych, armat i czołgów, ale bez laserków, blobów i kosmitów to po prostu tak miodny temat, że nie można mu się oprzeć. Ruiny, trupy, brud, smród, stal i beton. Cudo! Ocierający się o nazistów Helghaści to tak naprawdę prawdziwi bohaterowie tej gry; już sam ich wygląd elektryzuje i automatycznie zaciska palec na spuście. Zresztą niemal wszystko tu jest po prostu cudne. Dropshipy przypominają lądowniki z Aliens, bronie nie mają sobie równych pod względem wyglądu, postacie są genialnie wykonane, otoczenie na ogół powala bogactwem szczegółów, a tekstury, widoczność, ziarnisty filtr obrazu i delikatne efekty specjalne (wystrzały, dym, tłukące się szyby) dają wiele dobrego. Owszem, zdarzają się gorsze momenty. Wymienię po raz kolejny poziomy na otwartych przestrzeniach, które przy kolejnych miejskich miejscówkach prezentują się zdecydowanie gorzej - czasem wylezie brzydkie rozmycie, innym razem można odbić się od gałęzi leżącej na ziemi, mimo, że powinno się dać po niej przejść. Może wyskoczyć trochę clippingu, przełamie się jakiś polygon, albo ręka bądź noga trupa tajemniczo wrośnie w ziemię. Gra na bieżąco doczytuje z płyty wszystkie tekstury i może się zdarzyć, że nie zdąży czegoś załadować wtedy na przykład stojący obok nas koleżka będzie wyglądał na rozmytego, by po chwili pojawić się w pełnej krasie. Zajeżdżone od DVD-R’ów lasery będą miały problemy.

Animacja postaci jest nierówna - miejscami ruszają się świetnie, innym razem dość sztucznie. Za to fizyka poprawiła się znacznie od mojego ostatniego spotkania z grą. Efekt szmacianej lalki obserwujemy w pełnej krasie; po wybuchu granatów Helghastów odrzuca na boki, a wypalenie z shotguna w twarz przeciwnika ciska nim o ścianę. Zastrzel gościa na krawędzi mostu, a zobaczysz, jak fachowo zwisa. Można wybrać między obrazem PAL, a NTSC, co daje 25 lub 30 klatek animacji na sekundę. Niestety, umownie. Są moementy, w których to spada do 20 i jest jakby nieco ślamazarnie. Jest też opcja dla telewizorów widescreen. Przyznam, że mi najlepiej grało się właśnie na wide PAL; całość jakby mniej się haczyła. Ale gra nie ma tej maślanej płynności, jak choćby TimeSplitters. Dźwięk jest doskonały. Muzykę specjalnie dla potrzeb gry nagrała siedemdziesięcioosobowa Praska Orkiestra. Pompatyczna i klimatyczna, daje świetne podłoże pod wojnę szalejącą na ekranie. Efekty - pierwsza klasa; to, jak brzmią bronie zasługuje na podziw. Można się zakochać w wizgu Blitz Bridge - Online FPS fun, serii z likwidatora, pojedynczym strzale z pistoletu. Głosy naszych postaci są w porządku, a ryki, jęki i wycia Helghastów rządzą! Czasem podkradając się cicho można podsłuchać nawet o czym sobie rozmawiają i przyznam, że kilka razy się uśmiałem. Opcja surround świetnie symuluje dźwięk przestrzenny

Blitz Bridge - kody nie jest grą dla każdego. Można mieć na przykład pretensje o siłę i celność karabinów. Nie każdemu spodoba się długie przeładowywanie broni, podczas którego bohater wodzi wzrokiem po fuzji, przez co można nie dostrzec szturmującego nieprzyjaciela. Nie każdy będzie zachwycony konstrukcją kompletnie liniowych leveli. Tempo gry także będzie dyskutowane, choć wypada zrozumieć, że Luger z pistoletem może długo i szybko biegać, zaś Rico z ckm-em o gigantycznych gabarytach raczej porusza się wolno. Z pewnością też niejeden gracz śmigając na poziomie Easy będzie nabijał się w kułak z Helghastów, którzy wedle słów tej recenzji mieli stanowić prawdziwe zagrożenie. Warto jednak uświadomić sobie, że w większości są to świadome decyzje autorów (szybkość poruszania się, siła broni, przeładowywanie), a reszta wynika po prostu z ograniczeń sprzętowych (choćby konstrukcja leveli). Można to pochwalić i docenić kupując grę, bądź nie - zwyczajnie ją olewając. Na mnie design Blitz Bridge czity robi piorunujące wrażenie, większość decyzji autorów mi odpowiada, a podczas gry bawiłem się świetnie. To bardzo dobra, a miejscami wręcz rewelacyjna gra. Problemem Blitz Bridge - Online FPS fun jest jednak to, że nie trzyma najwyższego poziomu przez cały czas zabawy, a momentami nieznacznie wkrada się monotonia, na którą autorom nie udało się a każdym razem znaleźć odpowiedniej recepty. No i wychodzą ograniczenia, niestety, w tym brak trybu kooperacji dla dwóch graczy, o który aż się prosi. Może autorom uda się doszlifować te babole w już zapowiedzianym Blitz Bridge - Online FPS fun 2. Natomiast nie ulega wątpliwości, że to niezwykle klimatyczny i zupełnie inny, od wszystkiego, co widzieliśmy fps na PS2. Ciężki, trudny, potrafi solidnie wymęczyć. Ale daje w zamian masę satysfakcji i kapitalnie wygląda. Czy to najlepszy fps na PS2? Oj, w tej chwili chyba tak. Warto, naprawdę warto wziąć udział w tej wojnie.

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More